szukaj
Agata o trudnym początku macierzyństwa...

Świat każdej kobiety zmienia się drastycznie już w momencie, w którym dowiaduje się, że pod sercem nosi nowe życie. Od tej chwili przestaje być egoistką, myślącą wyłącznie o swoim spełnieniu. Zaczyna myśleć i czuć za dwie osoby. Pomimo, że nie zna jeszcze tej małej istotki, która rozwija się w niej, kobieta instynktownie pragnie zapewnić jej wszystko co najlepsze. Przez dziewięć miesięcy troszczy się o to maleństwo, przemawia do niego czule, głaszcze się po brzuchu, jakby chciała powiedzieć „Czekamy na Ciebie z niecierpliwością!”. I w końcu, po trudach porodu, maluch, który do tej pory tak zawzięcie kopał mamę w żebra i urządzał sobie w jej brzuchu salę gimnastyczną, pojawia się na świecie. Ł»adne słowa nie są w stanie opisać, co czuje kobieta, która pierwszy raz tuli swoje dziecko. W moim odczuciu, to właśnie dzień porodu, jest tym dniem, w którym kobieta zdaje sobie sprawę, że może wszystko. Dla swojego bezbronnego dziecka jest w stanie ponieść wiele wyrzeczeń, wytrzymać wiele nieprzespanych nocy, wytrwać ból fizyczny i zmęczenie psychiczne, odnaleźć w sobie ogromnie pokłady siły, aby w razie potrzeby nosić, tulić, bujać swojego szkraba. Matka jest w stanie znieść ekstremalne trudności, aby zapewnić swojemu dziecku jak najlepsze warunki życia i rozwoju.

W moim przypadku wielkim wyzwaniem okazało się karmienie mojej córki. Pomimo pomocy doradcy laktacyjnego i zaangażowania pielęgniarek, moje dziecko miało problem ze ssaniem piersi. I tylko moja determinacja, upór i nieugiętość spowodowały, że po kilku tygodniach ciężkich prób karmienia (przystawiania dziecka i ściągania mleka laktatorem co 3 godziny, przez całą dobę), moja córka zaczęła jeść z piersi. Kolejnym zdarzeniem, które utwierdziło mnie w przekonaniu, że matka może wszystko, było stwierdzenie u mojej córki wzmożonego napięcia mięśniowego i asymetrii. Zaraz po postawieniu diagnozy ... [zobacz więcej]

Agata Cz. (dodane 2011-10-02)
Rodzicielski kontroling, czyli co z tym zaufaniem?
Badania Komisji Europejskiej ujawniły, że tylko jedna czwarta rodziców kontroluje, filtruje lub blokuje strony internetowe zawierające niebezpieczne dla ich dzieci treści. Aż 70% ankietowanych opiekunów rozmawia z pociechami na temat ich aktywności w sieci. Jednak czy w świecie niemal „zinformatyzowanego dzieciństwa” tradycyjne pogadanki wystarczą?

Rodzic jak e-detektyw
Monitoring w przedszkolach i podgląd video z dnia przedszkolaka w Internecie, nowoczesne programy przeznaczone do kontroli rodzicielskiej, które filtrują lub blokują konkretne treści dostępne w sieci
to powszechne narzędzia pomagające śledzić poczynania dzieci w internetowym świecie. O ile artykuły i zdjęcia nieodpowiednie dla dzieci i młodzieży można zablokować instalując program na komputerze, o tyle dużo trudniej jest kontrolować aktywność dziecka, korzystającego z Internetu przy pomocy telefonów komórkowych i smartfonów. A co czwarte dziecko w Europie właśnie w ten sposób korzysta z sieci. Absolutnym hitem jest z kolei GPS w telefonach, czyli geolokalizacja własnego dziecka. Taka funkcja umożliwia sprawdzenie, gdzie dokładnie się ono znajduje, jak daleko od domu lub szkoły.
Placówki edukacyjne również wychodzą naprzeciw oczekiwaniom rodziców, wprowadzając System Kontroli Frekwencji, czyli tak zwane e-dzienniki. Taki program, ku zadowoleniu rodziców, wdraża coraz więcej szkół. Z badań udostępnionych przez Wydawnictwo LIBRUS przeprowadzonych na reprezentatywnej grupie rodziców wynika, że rodzice bardzo wysoko oceniają możliwość internetowej komunikacji ze szkołą i całodobowy dostęp do ocen i frekwencji swoich podopiecznych. Jak wynika z raportu LIBRUSA aż 85% rodziców przyznało, że dzięki e-dziennikom ma lepszą wiedzę o postępach dziecka w nauce, a 70% uważa, że taki system kontroli przyczynił się do ograniczenia popularnych wagarów. Dzięki e-dziennikom rodzice mogą ła... [zobacz więcej]

Ł»arówka PR i Marketing (dodane 2011-09-23)
Ł»ycie składa się z przypływów i odpływów wiary i odwagi (Erica Jong)

Hm "mama ekstremalna" dobrze powiedziane. Bycie mamą zwłaszcza w pierwszych miesiącach życia mojego synka było ponad moje siły. Depresja poporodowa, ciągły płacz z byle powodu, myśli że sobie nie poradzę, że nie potrafię zaopiekować się takim maleństwem, dlaczego mąż nie zakręcił tej cholernej pasty rano, dlaczego nie przewinął pieluchy przed pójściem spać naszemu dziecku? A tak przecież ostatnio powiedziałam mu, że za wysoko podnosi nóżki i ja zrobię to lepiej. Michał znów płacze co jest przecież go nakarmiłam jak Bóg przykazał piersią, ma sucho. O Boże! Myślałam cieszę się, że ominęły mnie kolki. Ale za to nie ominęły mnie dobre rady moich kochanych sióstr, które mają już dzieci odchowane. Trzeba iść na spacer, zrobić obiad, uprać bo już kosz na brudną bieliznę pełny, pamiętać zapisać się na szczepienie, wyprowadzić psa. Myślałam sobie o tych mamach, które występują w różnych programach TV są uśmiechnięte, zawsze mają ochotę na zabawę ze swoimi dziećmi są kobietami spełnionymi i szczęśliwymi.

Jak napisałam we wstępie cytując Erice Jong życie to przypływ wiary i odwagi. Nadszedł taki dzień, gdzie przybyło mi wiary, odwagi, uwierzyłam, że mogę wszystko, że mogę być dobrą mamą dla swojego dziecka, że sobie poradzę z tym niesfornym bobasem co raz się śmieje a za chwile płacze bo wychodzą mu pierwsze zęby, itd. Zmieniła mnie groźba poważnej choroby. Lekarze nastraszyli mnie, że mam wadę serca. O dziwo nie załamałam się, bardzo chciałam żyć i być zdrowa, widzieć jak moja pociecha rośnie. Zmienił się mój sposób patrzenia na świat. Trudne, ekstremalne macierzyństwo stało się źródłem radości to co wcześniej było udręką stało się przyjemnością. Uśmiech i śmiech mojego synka sprawił, że każdy dzień mieni się jasnymi barwami.

Nie chciałabym, żeby zabrzmiało to banalnie bo i zdarzają się chwile zwątpienia ale ... [zobacz więcej]

Magda Jarzyna (dodane 2011-09-20)
Moja historia zaczęła się...

...w upalny poranek pierwszego dnia sierpnia. Na ten dzień miałam wyznaczoną datę mojego porodu - dzień, w którym moje pierwsze dziecko, wyczekany synek, miał przyjść na świat. Każda mama wie, jak ważny, lecz ciężki jest to czas. Wiedziałam i ja, ale nie domyślałam się jeszcze, ile emocji, bólu, łez i radości mnie czeka. Tak naprawdę, do tej pory nie wiedziałam nic.

Poród był krótki, lecz bardzo bolesny, Ostatni moment pamiętam, jak przez mgłę - wydawało mi się, że umieram, a ten ból nie skończy się nigdy. Obiecałam sobie wcześniej, że nie będę krzyczeć, a moje pełne przerażenia krzyki było słychać chyba wszędzie. I nagle - koniec. Koniec bólu, koniec skurczy, a przede mną wijące się, sine, krzyczące głośniej ode mnie i jeszcze bardziej przestraszone maleństwo. Kiedyś myślałam, że to niemożliwe, że zapomina się tak szybko...że te wszystkie kobiety kłamią, aż dziwne, ze im rzeczywiście nosy nie urosły - bo jak to możliwe? Jak można w sekundę zapomnieć o bólu, który wydaje się miażdżący, niszczący i okrutny. Teraz już wiem, ze to jest możliwe i tak się dzieje, kiedy widzi się tą jedną, małą drobinę, która nieporadnymi usteczkami próbuje się dostać do pierwszych kropli mleka z matczynej piersi.

Gdy już leżałam sobie spokojnie, po prysznicu, otulona miękką kołdrą, a obok trzymałam spokojnie śpiącego, czarnowłosego synka, naszły mnie dziwne emocje. Wcześniej, będąc w ciąży, zupełnie inaczej wszystko sobie wyobrażałam. Myślałam, że jedyne uczucie, jakiego będę doświadczać w tej wyjątkowej, wyczekiwanej chwili, to będzie radość, ukojenie, spokój. Było tak inaczej! Patrzyłam na ten Okruch życia i...płakałam. Krople wielkie, jak nigdy, spływały mi po twarzy tym częściej, im większe ogarniało mnie przerażenie. Myślałam - Boże, może ja nigdy nie miałam zachodzić w ciążę..? Może nie nadaję się na bycie matką? Może t... [zobacz więcej]

Karolina Wojtaś (dodane 2011-09-15)
Tak jestem mamą!
Tak, jestem mamą. Co prawda w pełni poznam znaczenie tego słowa pewnie w ciągu następnych lat - kilku, dziesiątek czy kilkudziesięciu, ale już teraz jestem przecież mamą. A kiedy poczułam, że mogę wszystko? Czuję to każdego dnia i z każdym dniem bardziej. Moje pierwsze dzieciątko jeszcze przez 3 miesiące (mam nadzieję ;) ) będzie w brzuszku. Jednak nie przeszkadza to chyba w niczym, bo przecież mamą mogę się już nazywać, prawda? Mam nadzieję, że zabawnych historii i sytuacji przede mną jeszcze tysiące, na razie zdarzyło się kilka takich drobnostek wynikających właśnie z tego nowego stanu rzeczy. Podczas którychś imienin czy jakiegoś rodzinnego zgromadzenia padły np. słowa "No i mamusia jak się czujesz?" na które ja kompletnie nie reagowałam myśląc, że mowa do kogoś innego. Ostatnio też wypaliłam nieźle - wpadłam z mamą do babci i rozmawiałyśmy o wózkach. Babcia mówi do mnie, żebym się nie przejmowała cenami, bo wózek to dziadkowie kupią, na co ja, że "nie starczy wam chyba emerytury"... Wszyscy zaczęli się śmiać i dopiero po chwili do mnie dotarło, że dziadkowie to teraz będą moi rodzice! Ech, dobrze, że ciąża tyle trwa i człowiek może się oswajać ze wszystkim, bo bycie mamą to wielka przygoda, ale i wielkie przedsięwzięcie do którego trzeba się przygotować. Choćby i zaczynając od odpowiedniej "nomenklatury" ;)

2 KRESKI
Myślę, że zaczęło się dość sympatycznie. Co roku słuchaliśmy z mężem na każdej rodzinnej imprezie, świętach, spotkaniach, że to najwyższa pora na dziecko, z roku na rok było gorzej, zresztą pewnie niejedna z kobiet potrafi sobie to wyobrazić. Tej Wigilii (2010) było już apogeum - nie było innego tematu, cała rodzina każdą rozmowę sprowadzała tylko do posiadania dzieci, nie szło wytrzymać. Tata się zezłościł i stwierdził, że daje nam ostatnią szansę, za rok dla starych pryków choinki nie będzie ubierał ;) Nik... [zobacz więcej]

agf (dodane 2011-08-31)
"Mama Ekstremalna - dzień, w którym zrozumiałam, że mogę wszystko!"

Jestem szczęśliwą mamą niespełna dwuletniej córeczki. 12ego sierpnia 2009 roku o godz.19.15 przyszła na świat Viktoria Amelia. I co tu dużo pisać, jest moim całym światem...bo jak powszechnie wiadomo poród, a potem macierzyństwo zmieniają optykę...zaczynamy postrzegać świat inaczej. Odradzamy się przez poród, jakaś część nas umiera, albo ewoluuje...Pojawia się świadomość, że 24godziny na dobę 7 dni w tygodniu już zawsze, na zawsze jesteśmy odpowiedzialne za tą małą bezbronną istotkę, która ufa nam bezgranicznie, a którą my kochamy bezwarunkowo.

Ale po kolei... Gdy wspominam dzień porodu czuje się jakbym przewijała w głowie czeski film... Termin miałam na środę 12ego sierpnia, ciąża w początkowej fazie zagrożona rozwijała się prawidłowo. Tydzień przed porodem mój prowadzący ginekolog-położnik poszedł na urlop i ostatnia wizyta w poniedziałek była u innego lekarza w przychodni...I tu problem, bo jak mnie zbadał w poniedziałek, usłyszałam: „ Pani nie ma szans w tym tygodniu pani nie urodzi, zapomnij kochana”. Ale co tu zrobić jak dziadkowie z drugiego końca Polski zapowiedzieli się na 16ego z wizytacją pierwszej wnuczki, mama już bardzo zniecierpliwiona i czeka na ten najważniejszy moment w jej życiu od dłuższego czasu? Nawet nie pytajcie, gdzie i jak szukałam rad pt: jak przyspieszyć poród? Mieszkanie lśniło: mycie okien, podłóg na kolanach, szorowanie lodówki, przysiady, picie naparu z liści malin, sex...cuda wianki, dzikie węże. No bo jak to? Nie urodzę w terminie? Już i tak czułam się rozczarowana, że ciąża trwa 42 tygodnie a nie 9miesięcy, bo jak bym nie liczyła to miesiąc ma 4 tygodnie a 9 razy 4 to 36, a nie 42:). Wybiła godzina zero, niepewność i zniecierpliwienie sięgało zenitu, ale wstałam 12 ego rano, grzecznie zrobiłam mężowi kanapki do pracy, które nota bene spakował do mojej torby do szpitala ( bo przecież mamy jeszcze dużo czas... [zobacz więcej]

Anna Warzybok (dodane 2011-08-22)
inżynierka.pl o "typowym" dniu MAMY EKSTREMALNEJ
"Mama Ekstremalna - dzień, w którym zrozumiałam, że mogę wszystko!"

Nasz grafik tygodniowy i dzienny jest bardzo napięty. Każda minuta i każda para rąk jest na wagę złota. Ł»yjemy w przekonaniu, że warto jest walczyć o siebie w całym rodzicielskim zamieszaniu i zdobywać się na randki, szkolenia zawodowe i inne czynności realizowane bez dzieci i nie bezpośrednio dla nich. Często nie ma czasu na refleksje i tylko od czasu do czasu uda się przekazać jakąś relację przyjaciółce, po to żeby mieć co wspominać. Nauczyliśmy się prosić o pomoc i potrafimy się zaopiekować gromadką sąsiedzkich dzieci. Tak jak tego dnia, kiedy przed wyjściem z pracy zastanawiałam się jak ułożyć plan działania pod hasłem „powroty do domu”. Na podstawie relacji do przyjaciółki.

Samochód u mechanika- tu ciekawa historia- przedwczoraj sąsiad zaalarmował mnie że z naszego auta coś wycieka. Dlatego wczoraj umówiłam się z mechanikiem, przywiozłam dziatwę do domu, nie rozbierawszy ich poszłam po sąsiada żeby ich przypilnował przez kwadrans. Zaprowadziłam auto. Mechanika nie było mimo że się umawialiśmy na konkretną godzinę. Szybkie trzy telefony i pracownik mechanika mnie odwiózł do domu. Auto zostało do naprawy. Wchodzę do domu i widzę, że sąsiad nosi na rękach moją najmłodszą córkę Z (wiek nie wystarczający na żłobek) na rękach drepcząc od okna do okna. Próbując obrócić całą sytuację w żart mówię mu, że sam jest sobie winien skoro poinformował mnie o tej plamie oleju. A on na to że okazało się że to wyciek z jego auta... Chyba mu potrącę za mechanika... Ale to było wczoraj. Samochód i tak już jest u mechanika, może coś znajdzie sobie w nim do dłubania.

Dziś moja najstarsza córka M (przedszkolak) jest chora. Dlatego z najmłodszą Z zostały u niani. Współpracujemy już kilka miesięcy, a ciągle udaje się jej mnie zaskoczyć. Umówiłyśmy się na ... [zobacz więcej]

inżynierka.pl (dodane 2011-08-16)
O trudzie łączenia pracy z zawodem (podwójnej) mamy...
Dzień dobry.
Jesteśmy siostrzyczkami,
Dwujajowymi bliźniaczkami.
Chociaż nieco się różnimy,
Naszą mamę bardzo kochami i lubimy.
Jej powrót do pracy był nie lada wyzwaniem,
I choć tylko na parę godzin to wielkim rozstaniem.
Początek był bardzo trudny,
Bez mamy dzień jest nudny.
Lecz gdy babcia z nami zostawała,
Dzielnie się nami opiekowała.
Teraz na zmianę z tatą zostają,
Czas nam bez mamy umilają.
A gdy mama do domu wróci,
Do swych ukochanych córci.
Jest z nami jak na drugiej zmianie,
Bawi się, gotuje robi pranie.
Bo zawód mama trwa 24 godziny,
I żadna matka nie robi złej miny.
Z każdej małej chwili z dzieckiem się cieszy,
W trudnych chwilach malucha pocieszy.
Doskonale swoje obowiązki wykonuje,
Nigdy się nie załamuje.
Kiedyś ważne zadanie w pracy dostała,
Na tydzień wyjechać musiała.
Tłumaczyła nam, że jechać niechce lecz musi,
A my nie rozumiałyśmy, że nie będzie mamusi.
Bardzo długo się z nami żegnała,
Całusów tysiać nam dawała.
Przez cały tydzień po kilkanaście razy dzwoniła,
Bo bardzo za nami tęskniła.
Co u nas pytała,
Przez komórkę rozpaczała.
Na rozstanie nie ma leku,
Ten tydzień był dla mamy i dla nas jak pół wieku.
Przywitała nas w płaczu prawie,
Gdy hasałayśmy na trawie.
Eneria tryskała,
Gdy na ręce nas ... [zobacz więcej]

Helga K. (dodane 2011-08-04)
Ja wybrałam ciekawą profesję MATKI...
...więc 26 maja otrzymuję kwiatki... zapraszamy do lektury kolejnej zwycięskiej pracy :)

Dla każdej kobiety pewna gwiazdka na niebie świeci
jedna ma powołanie do pracy zawodowej, druga do wychowania dzieci.
Ja wybrałam ciekawą profesję MATKI!!!
więc 26 maja otrzymuję kwiatki.
Bycie MATKĄ to nie jest łatwa sprawa,
to nie zawsze o czasie wypita poranna kawa.
To wielka odpowiedzialność, opiekuńczość, miłością emanowanie
I nad swoimi negatywnymi emocjami panowanie.
Zawód „matka” to prawdziwe wezwanie
i swojemu dziecku się ofiarowanie.
Jak tylko mój syn Kamilek na świat zawitał
i płaczem mnie powitał,
Moje życie wywróciło się do góry nogami.
i wypełniło się niebagatelnymi obowiązkami.
W dniu w którym przyjechałam po porodzie ze szpitala
od pomocy personelu medycznego i rodziny z dala.
Zrozumiałam, że przede mną stoi prawdziwe wezwanie.
I na próżno POMOCY !!! - wzywanie.
Muszę sama sprostać ekstremalnemu zadaniu
Mojego syna wychowaniu.
Robię wszystko co w mojej mocy.
Jestem przy synowi w dzień i w nocy.
gdy Kamilek jest smutny lub brzuszek go boli
przytulenie do matczynego serca zawsze syna ukoi.
Na zawołanie maluszka – podane mleczko lub z makaronem zupka,
zawsze czysta i sucha pupka.
Uczę szkraba kultury osobistej
i szacunku do osoby obcej i bliskiej.
Codziennie na świeżym powietrzu spacerek,
a czasem wspólne wyjście na rowerek.
To są ważne zadania dla każde mamusi,
bo dobra mama dbać o swoje dziecko musi.
I ja zawsze muszę być gotowa na każde ekstremalne wezwanie
i to się dopiero nazywa PRAWDZIWE DZIECKA WYCHOWANIE.
Wioleta T. (dodane 2011-07-28)
A wszystko to – bo Radka kocham (miejsce 3)
Jestem Mamą Ekstremalną. W ogóle chyba każda mama może się za taką uważać godząc obowiązki domowe, macierzyńskie i zawodowe. Ale ja jestem Mamą Ekstremalną ponadprzeciętnie. Bo dodatkowo jestem Samodzielną Mamą (ponoć mówienie „samotną” jest passe) i do tego wyjątkowo aktywną. Mój Synek, Radek, skończył 2 latka, kiedy miał 7 miesięcy musiałam wrócić do pracy, a kiedy miał 9 miesięcy rozstałam się z jego Tatą, który od tej pory – niestety – niemal nie uczestniczy w życiu dziecka poza mizernym wkładem finansowym.

Dzień, w którym zrozumiałam, że mogę wszystko? To każdy dzień! Nie mogę wybrać jednego jedynego do opisania tutaj... Bo co wybrać? Dzień, kiedy dowiedziałam się, że nie przedłużą ze mną umowy w pracy i zostaję sama z dzieckiem bez środków do życia? Dzień, kiedy biegałam po lekarzach z wrzeszczącym dzieckiem i powiedzieli „podejrzenie celiakii”? Dzień, w którym Synek rozciął sobie czoło i karetką wieźli nas do szpitala na zakładanie szwów? A może nasz dzień powszedni, czyli mleko, przewijanie, ubieranie, piekarnia, żłobek, praca, bank, lekarz, zakupy, sprzątanie, gotowanie, pranie, zmywanie, szukanie ślimaków i z górki na pazurki, babki z piasku i rowerek, puzzle i książeczki, kolacja, kąpiel, prowadzenie bloga, telefony do znajomych, książka, film? Czy któryś z tych dni jest ekstremalny? Może każdy, może żaden... Dla mnie to kolejny dzień. Kolejny dzień z moim Synkiem. Kolejne „małe zwycięstwo”, bo dałam radę, bo nie padłam na pysk, bo nie zasnęłam na stojąco, bo upiekłam ciasto dla Synka, bo miałam jeszcze czas i siłę na kolejny rozdział książki.

Mogłabym pisać godzinami o ekstremalnych próbach pogodzenia wizyty lekarskiej (Syn urodzony na 2pkt Apgar, pod opieką alergologa, gastrologa, neurologa, rehabilitanta i logopedy) z moją pracą zawodową, próbach znalezienia idealnej opieki dla dziecka (nie mam... [zobacz więcej]

Ania (dodane 2011-07-07)

odwiedź nas
fb
copyright © 2010-2014 zawodMAMA.pl, korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu